'MASKOWANIE' efektywne czy tylko efektowne


Zbiór 5 saszetkowych masek marki Efektima wpadł w moje ręce kilka tygodni temu. Rytuał  'maskowania' zwanego, wykonuję regularnie 1-2 razy w tygodniu. W zależności od potrzeb, naturalne półprodukty miksuję w różnych konfiguracjach, otrzymując głównie maski mega oczyszczające, zamykające pory czy bomby witaminowe. Lubię to babranie, a przede wszystkim lubię możliwości i efekty jakie dają mi półprodukty za grosze. Uwielbienie do glinek z góry deplasował maski gotowe i choć dałam im obiektywną szansę to i tak wymagania  miałam dość spore.



Zacznę od końca, od masek które niestety poległy:




PEEL-OFF RENEW tego typu masek nie używałam od lat. Ostatnich przygód nie wspominam zbyt dobrze, dlatego na starcie maska straciła w mych oczach. Dodatkowo alkoholowy duet wysoko w składzie działał na mnie jak płachta na byka. Otworzyłam...saszetka wypluła 7mililitrów galaretowatej, klejącej się bezbarwnej mazi, która tępo rozprowadzała się na moich licach. Nie lada wyczyn, tu ścieka tam się klei, pędzel do nakładania masek nie zdałby egzaminu. Na twarzy spoczęła grubsza warstwa produktu ( na szyję i dekolt już nie starczyło). Zapach? Zrobiło się dość egzotycznie, jednak tylko na chwilę. Cudna nuta papai ustąpiła miejsca drażliwemu zapachowi alkoholu. No niestety, jak na złość maska podczas obiecanych 20 minut wcale nie zaschneła, po półgodzinie zaczęłam ściągać suche płaty. W kilku miejscach maska schodziła dość sprawnie, jednak na usunięcie całości poświęciłam zbyt wiele czasu i nerwów, a resztki i tak musiałam potraktować wodnym prysznicem.
Niestety, spektakularnych efektów wygładzonej, oczyszczonej i odmłodzonej skóry twarzy, BRAK. Zanieczyszczania nie drgnęły, skóra wydawała mi się nad wyraz szara, bura i ponura.
a


AGE DEFENSE 3D Z olejem arganowym, sojowym, wyciągiem z kwiatu lotosu, z gerbery Jamesona i masłem shea  spędzić chciałam przyjemnych 20 minut podczas odmładzającego trójwymiarowego seansu relaksacyjnego. Nie czekam długo, wybieram 7mililitrów biało kremowej mazi i pac na buźkę. Jest przyjemnie, nic nie piecze, nie szczypie i ogólnie nic się nie dzieje. Zapach nico mnie dusi, na kwiatowe wonie jestem jeszcze zbyt młoda, tragedii nie ma więc grzecznie się relaksuję. Cały zabieg przebiega bezproblemowo bo maska należy do tych wchłaniających się. Po wyznaczonym czasie, osuszam resztki jakie pozostały i cieszę się efektami.
Cudnie sprężysta i delikatuśna buźka, jednak bez efektu spłycenia zmarszczek i widocznego wygładzenia. Cieszę się jednak, buzią gładziutką w dotyku. Niestety wszystko do czasu, do czasu przetarcia twarzy zwykłym tonikiem...czar prysł. Zaglądam na skład produktu i wszystko staje się jasne. warstwa silikonów udawała nową  gładką buźkę.


AGE-PROTECT kolejna maska z serii przeciwzmarszczkowej. Błoto mineralne, wyciąg z orchidei i glinka porcelanowa brzmią znajomo, a wiadomego się nie boję więc szybciutko nakładam szarawą machę i upajam się przyjemnym chłodem. Ubóstwiam ten moment. W użytkowaniu maska nie sprawia problemu, podczas nakładania i użytkowania to my wyznaczamy jej docelowe miejsce. Nosząc ją na twarzy możemy bezkarnie relaksować się na bujanym fotelu bez obaw, ze coś gdzieś skapnie i nas ubrudzi. Po 20 minutach maska nie zasycha co ułatwia nam pozbycia się jej za pomocą kilku chlapnięć wodą.
Po przyjemnym, ale zbyt krótkim seansie błotnym efektu zmniejszenia zmarszczek spodziewać się nie śmiałam. Jednak skóra twarzy była niesamowicie uspokojona, z wyrównanym kolorytem, delikatna i bez uczucia ściągnięcia. Efekt przyjemny, ale nie do końca zgodny z przeznaczeniem produktu. Prawdopodobnie przy dłuższym stosowaniu produktu, efekty przeciwzmarszczkowe byłyby bardziej spektakularne, niemniej po jednej saszetce nie ma co marzyć o buzi gładkiej jak pupa niemowlaka. 



CLARYFING MASK czyli coś co glinkowe pysie lubią najbardziej...oczyszczanie, a właściwie dogłębne oczyszczenie, zamknięcie porów i redukcja nadmiaru sebum obiecuje nam producent. Zacieram ręce jednocześnie otwieram w pośpiechu maskę. Jest, zielona papka o konsystencji gęstej śmietany ląduje na moim pysiu. Nie tracę czasu na pędzelki do nakładania masek, paluszkami pięknie rozprowadzam ją na twarzy. Coś nie tak!!!Nos rozsadza, pieką oczy, lecą łzy...wertuję skład, jest winowajca! ALKOHOL na przedzie. Zaciskam zęby i czekam kolejne 20 minut. Maska zasycha, tworząc białą skorupkę...już czas, zmywam mache ulubionymi chusteczkami z Rossa, dzięki którym zmywanie masek nie stanowi już dla mnie żadnego kłopotu. 
No i jest, efekt końcowy, zadowalający. Buźka pięknie oczyszczona, pory przymknięte. Gratuluję sobie ( za wytrwałość z % ) i producentowi za fajny produkt spełniający oczekiwania konsumenta. Gdyby tylko udało sie wyeliminować % lub przynajmniej przesunąć je na koniuszek INCI, byłoby na 5+. 



HYDRO-REPAIR obiecanki doskonałego nawilżenia z wit.E, kwasem hialuronowym, olejkiem winogronowym, arganowym i wyciągiem z ananasa i mango...kuszą??? kuuuuszą. Zaraz po otwarciu 7mililitrowej saszetki rozpieszczane są prawie wszystkie zmysły. Zmysł wzroku widząc żółtawą papkę, dotyku czując przyjemną kremową konsystencje i węchu atakowany przez cudowną woń exotic fruits. Znowu nakładam maseczkę palcami i relaksuję się regulaminowe 20 minut. Trochę mi mało więc pozostałości, które się nie wchłonęły pozostawiam na twarzy na całą noc ( maseczkowałam się wieczorkiem i pora okazała się być tą idealną).
Rano buzia była pięknie nawilżona, wypoczęta i promienna. Maska mnie nie podrażniła i nie zapchała. Lubię takie uczucie gdy jeszcze przed wykonaniem makijażu buzia uśmiecha mi się do samej siebie. To zdecydowanie najlepsza maska z całej piątki do której nie mam żadnych zastrzeżeń.


Żadna z masek krzywdy mi nie zrobiła, nie podrażniła, nie szczypała, nie piekła i nie pozostawiła uczucia ściągnięcia,  jednak moja kapryśna buzia o mieszanych i przetłuszczających się partiach z masą nieprzyjaciół i skłonnością do podrażnień, wybrała nawilżającego faworyta HYDRO-REPAIR.



Kosmetyk do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.


37 komentarze:

  1. nie znam tych maseczek...ja z gotowców sięgam tylko po sprawdzone saszetki Ziaja...natomiast uwielbiam maski samorobione z półproduktami, których akurat mojej skórze brakuje; glinki i algi na pierwszym miejscu!
    buziaczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po gotowce właściwie nie sięgam wcale choć to doświadczenie pozwoliło mi łatwiej zorganizować wakacyjną kosmetyczkę pielęgnacyjną. Zamiast taszczyć pudła z glinkami, zapakuję 2 gotowe saszetki i po sprawie ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam jednorazowe maseczki, ale tych nigdy nie próbowałam. Moją ulubioną jednorazową jest różana z Dermiki na noc- uwielbiam spać zanurzona w zapachu róż! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety nie przepadam za nutą róż ;)

      Usuń
  3. Tych maseczek nie miałam, ale właśnie zaniedbałam się z maseczkowaniem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie z ciekawości skosztuj którąś z powyższych..

      Usuń
  4. muszę wypróbować dwie ostatnie - mam je w domu, ale jeszcze nie otworzyłam. Za to w stosunku do wersji peel off mam te same odczucia co Ty :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Peel-off się albo kocha, albo nienawidzi ;)Jedni się zachwycają, inni przeklinają ;)

      Usuń
  5. Będę pamiętała o tej nawilżającej :)
    Ja dość rzadko używam maseczek, ostatnio króluje u mnie czarna glinka i błoto z morza martwego na strefę T :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe połaczenie, glinki o czarnej barwie jeszcze nie miałam...zorientuję się w temacie ;)

      Usuń
  6. Nie miałam żadnej z masek Efektimy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ta ostatnia kusi nawet samym opakowaniem ;) chętnie bym ją wypróbowała, w ogóle nie znam tej firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo podobają mi się ich opakowania, kolorowe i przyciągające wzrok ;)

      Usuń
  8. Ja glinkową i peel-off bardzo polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne, wszystko zależy od rodzaju cery i ogólnych upodobań...u mnie jednak peel-off nie spisło sie wcale ;)

      Usuń
  9. Nie znam firmy ale zaciekawiłaś mnie. Mają maseczki w jakiś innych opakowaniach niż saszetki? Nie lubię go :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tego co kojarzę to tylko w saszetkach niestety ;)

      Usuń
  10. nie znam tych maseczek.. ja używam tych w tubce z Avonu, muszę wypróbować te z Ziaji :)

    OdpowiedzUsuń
  11. kiedyś też miałam fioła na punkcie maseczek, może wyroslam? :D a może to zwyczajne lenistwo

    OdpowiedzUsuń
  12. mam ogromna ochotę na maseczki własnej produkcji, tylko nie wiem od czego by tu zacząć :)
    jeżeli chodzi o efektimę - ja byłam z nich zadowolona, choć żadna efektu wow mi nie zapewniła i moja ulubiona - także nawilżająca :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przedostatnia i ostatnia maska to moje faworytki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nawilżająca i oczyszczająca to moje dwie ulubione maseczki:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam błotną i nawilżającą :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie miałam maseczek z tej firmy, muszę się na jakąś skusić;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawsze tak uwielbiam wszelakie maseczki, ale teraz mam strasznie mało czasu na robienie ich... Bardzo tego żałuję...

    OdpowiedzUsuń
  18. powinnam troche przekonac sie do maseczek, zwlaszcza przy mojej problematycznej cerze:(

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałam kiedyś z nimi styczność, ale już nie pamiętam jak się zachowywały ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. glinkę przetestuję bardzo chętnie :D uwielbiam tego rodzaju maseczki, bo moja buzia je po prostu kocha ;D

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo lubię różnego rodzaju maseczki, ale tych jeszcze nie próbowałam :) Zainteresowała mnie maseczka Hydro-Repair ;)


    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news :*

    OdpowiedzUsuń
  22. miałam tylko zieloną wersję i nie byłam zadowolona. skóra była wysuszona po zdjęciu maseczki, a rano przywitał mnie potok sebum i kilka niespodzianek... takie efekty skutecznie zniechęcają mnie do dalszych testów.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  23. nie znam żadnej z tych maseczek, choć stawiam zawsze na gotowce.. w przeciwieństwie do Ciebie nie chce mi się bawić w mieszanie i miksowanie :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Za to mnie peel-of najbardziej przypadła do gustu :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja również przyzwyczaiłam się do maseczek z glinki, które przygotowuję w domowym zaciszu. Odkąd korzystam z ich dobrodziejstw, niewiele drogeryjnych masek jest w stanie zaspokoić moje oczekiwania;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Zapraszam : http://looknieszokiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Z tych maseczek lubię tylko te oczyszczające. Maski przeciwzmarszczkowe strasznie zapchały mi skórę :(

    OdpowiedzUsuń
  28. Jak otworzyłam tę oczyszczającą to myslalam ze od zapachu % umre. A kilka dni pozniej otworzylam maske balea. Uwierz mi, efektima przy tym to pryszcz ;) ja zakochalam sie w ocyszczajacej saszetce z dermaglinu ostatnio.

    OdpowiedzUsuń

Translate

 

Lubiani i obserwowani