Oszczędzanie to nie skąpstwo....to sposób na życie vol. 1

Już dawno chciałam  napisać o mojej jeszcze jednej pasji jaką jest oszczędzanie. Dlatego też już jakiś czas temu powstał ten post i leżał sobie w kopiach roboczych. Czekał na swoją kolej i się doczekał. Myślę, że to świetny moment ponieważ rozpoczął nam się nowy miesiąc i wiele z Was rozpoczęło akcję " przeżyć miesiąc za 50 zł". Popieram i trzymam mocno kciuki za Was. Mam nadzieję, że moja rada pomoże Wam w osiągnięciu sukcesu.

Pewnie zastanawiacie się, jak oszczędzanie, ma się do mojego zdeklarowanego zakupoholizmu. A no tak, że  czasami zdarza mi się uaktywniać również,  swój zdrowy rozsądek. 
Tak całkiem  poważnie muszę Wam powiedzieć, że oszczędzanie sprawia mi naprawdę masę radości....
...i już słyszę Wasz śmiech i stukanie się palcem w głowę...co oznaczać ma pewnie..."co ona za głupoty mówi" ( delikatnie rzecz ujmując).
Szczerze nie wiem od czego zacząć bo mam całkiem sporo w tej kwestii do powiedzenia. Może w skrócie opowiem, skąd mi się to wzięło. Zaczęło się to od momentu kiedy to zamieszkałam z moim obecnym TŻ czyli 6 lat temu. Wynosząc z domu pewne zasady, sprawę postawiłam jasno: gotówą w domu rządzę ja. Partner na to przystał, gdyż jak sam twierdzi, pieniądze się jego nie trzymają. 
W ten właśnie sposób, miałam pełną kontrolę nad wydawanymi złotówkami. Ale nie od samego początku było, aż tak radykalnie. Na początku dzieliłam sobie kasę na : opłaty, jedzenie i inne. i tak trzymałam rękę na pulsie przez cały miesiąc.Tak mi się wydawało bo teraz z perspektywy czasu wiem, że sporo gotówki przepuściliśmy na pierdoły, ale nie ma tego złego.... 
W każdym miesiącu udawało nam się trochę zaoszczędzić, zrealizowaliśmy kilka naszych marzeń i większych inwestycji. Jednak gdy w planach było już dziecko i perspektywa tylko jednych dochodów, zdecydowaliśmy  się na zaciśnięcie pasa i jeszcze większą kontrolę wydatków. Tym bardziej, ze kredyt wciąż na głowie. Do perfekcji mi jeszcze trochę brakuje, ale jestem na dobrej drodze. 

Krok nr. 1..najważniejszy, ale nie najtrudniejszy.

Karta płatnicza ( lub kredytowa..jaką tam macie) zostaje w domu przez cały kolejny miesiąc.
Posługujemy się tylko żywą gotówką, którą po otrzymaniu wypłaty wypłacamy i trzymamy w domu.

Krok nr. 2 

Gotówkę dzielę na:
JEDZENIE 
wiadomo, chodzi o całą spożywkę 
PALIWO
niestety samochody nie jeżdżą na wodę..a szkoda..mieszkamy poza miastem i sporo kasy wydajemy na dojazdy
OPŁATY
kredyt+telefony+ tv itd. , itp. całe szczęście opłaty za mieszkanie są mega niskie co rekompensuje nam wydatki na paliwo
NIUNIA
pieluchy+ soczki+ kremy, kremiki, balsamy (Niunia ma specjalne kosmetyki ponieważ jest alergikiem)+ ewentualnie słoiczki+kaszki+ mleko ( dość droga sprawa jak się jest alergika)
CHEMIA
wiadomo
PIERDOŁY
ciuchy, kosmetyki, naprawa auta, drobne wydatki na mieszkanie itd., itp.
OSZCZĘDNOŚCI
wiadomo

A wygląda to tak:




Nie mam zbytnich zdolności manualnych, ale najważniejsze jest to, że wykonałam to własnoręcznie i bez zbytecznego wkładu finansowego. Wystarczyły słoiczki...i tu wykorzystałam słoiczki z ikea, które kiedyś dostałam od siostry  pod choinkę  ( ona uwielbia dawać praktyczne prezenty typu patelnia, filtr do wody, pościele...).
I dwa słoiczki po żurawinie, którą namiętnie spożywam w czasie zimy. Zwykłe gumki, kawałek kartonika i zszywacz. Pojemniczki mogą być różne , różniste...mogą to być nawet koperty. Ja wcześniej używałam pudełek po mleku bebilon, ale metalowe puszki nie dawały mi takiej możliwości kontroli naocznej i natychmiastowej, jak jest w przypadku słoiczków.
Wręcz przeciwnie jest z "oszczędnościami", które trzymam w kopercie schowane gdzieś na dnie. Chodzi o to, aby nikogo nie korciło. Niestety nie zawsze w każdym miesiącu uda nam się zaoszczędzić tyle ile pierwotnie sobie założyliśmy, ponieważ jest sporo niespodziewanych wydatków na które nie mamy większego wpływu, dlatego kasa z "oszczędności" jest również ruchoma i możliwa do określenia dopiero na koniec miesiąca.

Zasada korzystania ze słoiczków jest jasna: bierzemy gotówkę z konkretnej puli na którą potrzebujemy.

Do słoiczka zawsze wraca reszta + paragon czyli dokument bardziej bądź mniej słusznego wydania monety.
Oczywiście z puli "pierdoły" zawsze bierzemy jakieś kilkadziesiąt złotych na drobne wydatki i przypadki tzw. w razie w...

A teraz pokażę Wam jeszcze moje słoiczki, jak wyglądają na chwilę obecną...proszę nie odbierzcie tego źle..ale chcę Wam tylko pokazać, że u mnie faktycznie ma to swoje zastosowanie, a nie tylko na potrzeby postu. W słoikach jest gotówka jaka została nam do 10 lipca + sterta paragonów.
Oczywiście pule są ruchome i jak pod koniec miesiąca zostaje nam za dużo w jednym słoiczku, a w innym brakuje to śmiało je rotujemy. 



Wygląda to trochę na dziecinadę, ale pamiętajcie nie ważny jest sposób zabawy, ważne są efekty takich zabaw.

Na koniec miesiąca sumuję, sprawdzam i modyfikuję podział gotówki. 
Chciałam powiedzieć, ze może na pierwszy rzut oka wygląda to dość rygorystycznie, ale w rzeczywistości jest to tylko kwestia przyzwyczajenia. 
Efekty takiego podziału są rewelacyjne...raczej niczego sobie nie odmawiamy, jedynie kontrolujemy nasze zachciewajki.  
Najczęściej odłożone na początku miesiąca "oszczędności" pozostają w 80%, a  pozostałe drobniaki  w słoiczkach są zawsze dobrze inwestowane...hehehe

Mam nadzieję, że spodobała Wam się pierwsza część " oszczędzanie to nie skąpstwo" bo mam jeszcze bardzo dużo pomysłów na zarządzanie monetą.

Dajcie znać.

11 komentarze:

  1. OMG ten post jest wręcz stworzony dla mnie! Właśnie mam zamiar oszczędzać, a już zwłaszcza na kosmetykach (tak tak, akcja przeżyć lipiec za 50zł).

    Ja nigdy pod koniec miesiąca nie wychodzę na zero. Zawsze mam oszczędności na koncie. Swojego czasu co miesiąc odkładałam tą samą kwotę i wiele za nią kupiłam w dość krótkim czasie(remont, dwie szafy wielkie, toaletka, łóżko, farba, tapety itd). I podczas oszczędzania wcale nie biedowałam i mogłam wydać tez pieniądze na przyjemności. A uczucie kiedy wydzisz, że twoje oszczędności rosną- jest nie do zapomnienia :) Ma się satysfakcje.


    Teraz coś nie mogę tej samej kwoty wygospodarować.. Dlatego założyłam zeszyt, w którym każdego dnia piszę co kupiłam i za ile- żeby zorientować się gdzie ta kasa idzie. I już widzę, że na mase pierdołek, rzeczy bez których spokojnie mogłabym się obejść i które tak na prawdę nie sa mi potrzebne.

    O metodzie słoiczkowania słyszałam, tylko, że koleżanka do tego celu używa koszyczków :)
    Ja staram się jak najmniej wypłacać z konta. Często dostaje pieniądze do ręki (np za opieke nad drugim dzieckiem, za porade prawna) i staram się, żeby z tego wystarczyło.

    Bardzo jestem ciekawa cz2 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się rozpisałam... :D

      Usuń
    2. I oto przykład, że się da. ;)

      Usuń
    3. Jasne, że się da. I jak człowiek oszczędza to wcale nie jest nieszczęśliwy z tego powodu, może sobie raz za czas zafundowac niespodzianki itd.
      DObra organizacja to podstawa :)

      Usuń
  2. Ciekawy pomysł :) przyda mi się coś takiego :) powinnam z głową wydawać, ale czasami jest to niemożliwe :D

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo fajny pomysł, aż mnie zainspirować i tez muszę o czymś takim pomyśleć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny pomysł :)
    zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. musi to być naprawdę dobry sposób ;) ja mam wszystko na koncie dlatego nie mam jak oszczędzać, ewentualnie wrzucam do skarbonki gdy mam gotówkę i tam zbieram :)) ale rzeczywiście, w przyszłości taki podział gotówki napewno będę miała :)
    zapraszam na nową notkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne jest w tym sposobie to, że kontrolujesz swoje wydatki i wiesz w którym momencie powiedzieć "stop". A skarbonka to też dobry pomysł, ale trzeba mieć na nią patent! O tym w kolejnych częściach.

      Usuń
  6. Świetny pomysł, naprawdę! Pozwala na oszczędzanie i wydawanie "z głową" :)

    OdpowiedzUsuń

Translate

 

Lubiani i obserwowani